niedziela, 9 listopada 2014

Rooms

Autorka: Lauren Oliver 
Ilość stron: 305


Czym jest ta książka? Nie jest wbrew temu co mówi tył okładki książką o duchach, a przynajmniej nie tylko o nich. Caroline Walker przyjeżdża wraz ze swoimi dorosłymi dziećmi do domu swojego zmarłego męża. Musi posprzątać dom, w którym kiedyś razem mieszkali, przegrzebać się przez masę wspomnień i pamiątek i zorganizować pogrzeb. I tak rozpoczyna się to dziwne opowiadanie o rodzinie Caroline, domu i duchach, które w nim goszczą.

„Rooms” jest naprawdę intrygujące i trudno mi jest dokładanie określić do jakiego gatunku ta książka należy. Autorka sama przyznała, że lubi bawić się narracją i perspektywami, sposobem opowiadania swoich historii, aspektem czasu. Może pół książki dzieje się już po, a dopiero drugie pół dzieje się przed? A może by powtórzyć ten sam dzień w kółko aż wydarzy się coś innego? Po 5 książkach Lauren Oliver nic mnie już nie zaskoczy.

„Rooms” podzielone jest na 11 części, każda dzieje się w jednym z pokoi domu, do tego dochodzą jeszcze różne postaci, z których wszystkie mają w tej powieści swój własny głos. 11 pokoi, narracje trzecioosobowe z punktu widzenia czterech domowników oraz pierwszoosobowe z punktu widzenia dwóch duchów mogłyby nieźle namieszać, a jednak książka była całkiem przejrzysta i skomplikowana konstrukcja jakimś cudem miała sens. Ciekawie było słyszeć tę samą historię z ust dwóch różnych bohaterów, zwłaszcza, gdy jeden z nich był duchem.

Duchy, ach, te duchy. Narracja pierwszoosobowa nadawała im aury wszechobecności i swego rodzaju górowania nad domownikami. Ciekawiły mnie i odstraszały zarazem, od początku wiemy, że coś skrywają, a jednak nie można nie czuć do nich sympatii, a może to jednak współczucie? Być uwięzionym w ścianach starego domu musi być nużące. Komentowały one zachowania domowników i tworzyły paralele do własnych przeżyć, przez co patrzyłam na całą historię innym okiem.
Rodzina Caroline jest dość przygnębiająca, wszyscy snują się smętnie po domu, próbując ukryć swoje słabości i uzależnienia od siebie nawzajem. Skrywają sekrety i pragnienia i aż chce się wykrzyczeć im w twarz „odezwijcie się do siebie!!!” Są masakrycznie dysfunkcjonalni, skłóceni i dalecy od ideału, a jednak pod koniec autorka skleiła z nich coś w stylu rodziny. Pokazała, że nie trzeba być idealnym, żeby trzymać się razem i bardzo mi się to podobało.

Styl pisarski autorki w tej książce był bardziej poetycki i melodyjny niż w poprzednich jej dziełach i fajnie wpasowywało się to w nietuzinkową strukturę książki.
Nie podobało mi się to, jak pod sam koniec autorka próbowała na siłę uczynić z tego pomysłu o pokojach metaforę. Wydaje mi się, że owinięcie historii wokół domu i pokoi wystarczyło i ta próba nadania temu jakiegoś znaczenia się moim zdaniem nie udała.
Książka nie jest typową ghost-story, kilkakrotnie udało jej się mnie zaskoczyć, mimo to brakowało mi czegoś, co uczyniło by tę książkę spójną całością. Może ilość perspektyw i rozwiniętych wątków miała z tym coś wspólnego, może to jak autorka zakończyła tę historię, ale nie byłam gotowa dać jej 4 gwiazdek. Nie rozczarowała mnie, była ciekawym doświadczeniem i dobrze się bawiłam, ale nie powaliła mnie na kolana.

Lauren Oliver będę kupować i czytać i kupować i czytać bez końca. Nie umiem tego wyjaśnić, ciągnie mnie do niej :).

Moja ocena: 3/5

1 komentarz:

  1. Zaciekawiłaś mnie. :) Muszę zdecydowanie się zapoznać. Jednak chyba kupię sobie książkę z drugą okładką. C:

    OdpowiedzUsuń